Uwielbiam.
Uwielbiam buty na niebotycznych obcasach. Choć do maleństw nie należę.
Nie noszę ich na co dzień. Wolę latem sandałki na płaskiej podeszwie, a zimą buty typu glany.
Ale gdy najdzie mnie szaleństwo góruję na ulicach.
Uwielbiam buty na niebotycznych obcasach. Choć do maleństw nie należę.
Nie noszę ich na co dzień. Wolę latem sandałki na płaskiej podeszwie, a zimą buty typu glany.
Ale gdy najdzie mnie szaleństwo góruję na ulicach.
Teraz jestem w tej komfortowej sytuacji, że są second handy i mogę dostać takie ekstremalne obuwie w mało subtelnym rozmiarze 41.
Bez nich wyłabym zapewne z rozpaczy do moich marzeń.
Bo wielokrotnie zdarzało się, że gdy upatrzyłam sobie ciekawy fason i pytałam się czy jest rozmiar 41. Widziałam zdziwione spojrzenie i stwierdzenia w stylu, że taki rozmiar kobiecym nie jest.
Bywały chwile, że zastanawiałam się czy aby na pewno kobietą jestem. Okazało się po latach, że to ja miałam rację. ;)
Każda z nas ma swoje ulubione buty, które mają dobrze ustawiony obcas, paski nie pożerają skóry.
Ja mam kilka takich par. Które wykorzystałam tak, że to widać. Dzięki fascynacji decoupage są szanse, że posłużą jeszcze trochę.
Oto pierwsza para.
Ostatnio dopadła mnie fascynacja kracklem jednoskładnikowym. Ma jakiś takiś urok.
Po przeróbkach wyglądają tak.