wtorek, 19 lutego 2013

Zadęłam w kacze jaja. :)

Moja zacna koleżanka Urszula, a właściwie jej mama posiada hodowlę kaczek i kur zielononóżek. Te ostatnie są bardzo interesujące. Ich jajka mają ciekawy zielony kolor.
Gdy chciałam ich więcej koleżanka stwierdziła, że ten gatunek nie grzeszy instynktem samozachowawczym. Bo zamiast uciekać przed jastrzębiem. Podziwiały jego lot i szpony, które je porywały.
Reszta drobiu wykazywała się wolą życia i znikała w okolicznych krzakach.
Zaradzono jednak temu przenosząc je na inne podwórko. :)
A co do tytułu.
"Masz te swoje jajka. Ale sama sobie rób z nich wydmuszki".
"Dziękuję ci Urszulo." Odparłam.
Po powrocie spotkałam się z przeznaczeniem. Trzeba mieć moc w płucach. Oczy dobrze przymocowane, bo moga wypaść. Ale się udało!
Później oczyściłam je według wyczytanych prawideł.



I zaczęłamz dobić.
Na pierwszy ogień poszły jajka od zielononóżek.
Nie malowałam ich. Bo ich odcienie są mało spotykane.
Dostały tylko motywy i opakowania.
Pierwsze pokazuję jajka w koszyczku.





 
Drugą partię zielonych jajek umieściłam w prostokątnym pojemniku, który pomalowałam.
 


 


Jajko z portretami.

Zostało mi dośc duże jajko na którym córka ćwiczyła nakładanie serwetki. Szkoda mi go było wyrzucać. Postanowiłam poćwiczyć na nim reliefy i szablony. Na górze umieściłam kilka żonkili z materiału, które pomalowałam kolorami dominującymi na jajku.




Świece decoupage

Dawno nic na świecach nie robiłam. Pomyślałam budząc się któregoś poranka.
Pierwsza na warsztat poszła świeca w kształcie jajka.
Dostała motyw zajączka, kilka domalowań. Na podstawę pastę strukturalną.
I oto ona.





Druga świeca jest dużo mniejsza. Chciałam na niej przećwiczyć spękania. Wyszły trochę nierówno. Pierwszy raz coś takiego na parafinie robiłam. I ręka mi sie trochę trzęsła. ;)
Ale pierwsze koty za płoty.




Skrzynki dwie

Moja mama podczas ostatnich odwiedzin dała mi kilka skrzynek. "Miałam je spalić, ale widze, że coś mozna z nich zrobić".
Kurde! Ja płacę za takie drewienka ciężkie pieniądze. A ty takowymi chcesz piec rozpalać!
Każdą, podkreślam KAŻDĄ skrzynkę, pudełko m i najpierw pokazać proszę. Gdy uznam , że mi się do niczego nie przyda. Wtedy tak, można palić.
Pierwsza trochę sie rozpadała, ale klej do drewna czyni cuda. :)
Na wieczku umieściłam panią z wachlarzem. A w środku taczkę z zieleniną. Musiałam trochę domalować obraz, bo serwetka była za mała. Mam nadzieję, że mojej ingerencji za bardzo nie widać.





Druga skrzynka dostała na wieczko róże.
Tutaj poszalałam sobie z farbami. Pojawiły się cieniowania obok motywów, na rogach obrazu.



 
Po pracy z meblami został mi klocek drewna, którego używałam przy polerowaniu mebli. Przy szkatułkach się nie sprawdził. Nie te gabaryty. To tak jakbym wykonywała operacje na otwartym sercu przy użyciu siekiery.
Na szczęście udało mi sie kupić bardziej precyzyjne narzędzie. Małe, zgrabne. Okręcam je z jednej strony papierem ściernym i poleruję powierzchnię. Filc z drugiej strony służy do uładzenia powierzchni. Dobrze mi sie z nim pracuje.
 

 



Opaski na włosy

Tym razem pokazuje opaski na włosy, które wykonałam dla córki.
Pierwszą ozdobiłam decoupage. Pojawił sie motyw bratków (bo je lubię). Nie kombinowałam z domalowaniami, krakami. Wybrałam prostotę.




Druga jest cienka. Pokryta małymi różyczkami. Są to motywy wycięte z serwetki.
Róża z filcu wieńczy całość.
Przyznam, że moje dziecię tę właśnie lubi najbardziej.




Zaległe posty.

Nadeszła wiekopomna chwila i po raz pierwszy upiekłam pączki na tłusty czwartek.
Od czasu gdy dostałam wypiekacz do chleba stałam się królową ciasta drożdżowego.
Ma wspaniałą funkcję, która pozwala wyrobić ciasto i doprowadza do jego wyrośnięcia. A później już wybór właścicielki co zostanie zrobione. :)
W tłusty czwartek mogły być tylko pączki.
Nikt się nie pochorował, wypiek znikł bardzo szybko.
Byłam z siebie dumna.


Po rozpasanym dniu nastąpiło święto amora. Jako, że jestem z dość dużym stażem małżeńskim, to na rewelacje nie liczyłam. Może jakaś kawa do biurka podana.
Szacowny wrócił z pracy. Kurtuazyjne pytania o samopoczucie.
"Kawę byś zrobiła". Padło po kilku minutach. Spojrzałam z "głebokim uwielbieniem" na ślubnego. Ale niech ma. Pomyślałam. Tak przy święcie.
Gdy wróciłam z kuchni ujrzałam na stole wino i słodkości kokosowe. Bo ja uwielbiam wina białe półsłodkie i wszystko co smakuje jak kokos.
Spojrzałam się podejrzliwe.
"Masz kogoś i poczucioe winy cie dopadło?" Zapytałam sie pełna podejrzeń.
"Już nie mogę urządzić miłego wieczoru?"
"Ależ możesz. Z takim menu nawet codziennie."
Obejrzałam dokładnie korek od butelki.
"Nic nie wstrzykiwałem!" Padło za moich pleców.
Cóż mam taki odruch. chyba za dużo Agaty Christie. ;)
Przy takim zestawie "Lamur" dominował w całym pomieszczeniu.
Wniosek z tego zdarzenia jest taki. Mąż też potrafi być człowiekiem. :)

niedziela, 3 lutego 2013

Torebki nostalgiczne i kwiatowe.

Uwielbiam jesień. Jak się już kilka razy chwaliłam.
Może dlatego powstały dwie torebki z motywem liści.
Pierwsza jest skórzana. Klapę jej ozdobiłam używając techniki decoupage.
Klapa jest dość sztywna  dlatego motyw dobrze się ułożył. Zabezpieczyłam ją lakierem, który nie pęka.


Druga torebka ma liście trochę zmrożone. Brzegi motywu są otoczone tasiemką.



Następna jest torba , którą nazwałam "Nostalgiczna". Ma na klapie motyw pocztówki z dawnych lat. Z boku wzór róż wykonany płynnym metalem.  Zapięcie okleiłam płatkami złota. Mało dokładnie aby pasowały do reszty. Całość trochę postarzyłam bitumem.


Do ostatniej pasował mi duży motyw. Postanowiłam poeksperymentować z sospeso. 
I tak powstała torebka z bratkami i małymi wzorkami w tle.