Dziś prezentuję buty. Ten fason podobał mi się od czasu gdy go po raz pierwszy ujrzałam. Czyli kilka lat. Niestety albo był w małym rozmiarze lub poza zasięgiem cenowym.
Tę parę ujrzałam w tzw. „szmatach”. Kosztowały całe cztery złote. Obcas prawego był pokiereszowany.
Ale… ale… mój rozmiar i ta cena.
Kupiłam.
Wracając zastanawiałam się jak je reanimować.
Obcas potraktowałam masą plastyczną, która wysycha po 24 godzinach. Wyszlifowałam go. Całe buty pokryłam antyczną bielą.
Problem był z doborem motywu. Postawiłam na róże w tonacji nie agresywnej. Są takie delikatne pasują do wielu odcieni. Nie chciałam wycinać pojedynczych motywów. Zależało mi na całej serwetce. Ceną były występujące załamania. Mogłam ją nacinać i nakładać na siebie. Ale to jest zbyt widoczne. Wolę małe zagniotki. Z daleka ich nie widać w odróżnieniu od zakładek.
Nakleiłam też na brzegi koronkę. Nie używać do tego kleju z pistoletu! Bo najnormalniej w świecie nie trzyma. Bardzo dobry jest przezroczysty klej do butów. Który jest nie widoczny, mocno klei i pracuje razem z butem. Spody butów też pomalowałam i polakierowałam. A co tam. Zobaczymy ile ta podeszwowa uroda wytrzyma. Kupiłam też skórzane wyściółki do butów, ale ich nie włożyłam zobaczymy jak będzie mi się chodziło. Jeśli będzie mało komfortowo to je włożę. Wielu jak i mi mogą przeszkadzać czarne boki butów. To jest cena decoupage nazwijmy go użytkowego. Nie wiem jak stopy reagowały by na farbę i zabezpieczenie jej. To jest moja najbardziej problematyczna część ciała. Wolałam nie ryzykować. A, że po założeniu boków obuwia nie widać, to sobie darowałam eksperymenty.
Całość pokryta jest lakierem olejnym. Który odporny jest na czynniki atmosferyczny i mocniejszy od akrylowego.